
To co nas porusza najbardziej to sytuacje, gdy nasi goście, potencjalni odwiedzający piszą do nas. Czasem są to krótkie wpisy, czasem pytania, a innym razem takie historie jak ta.
Czy to jedyna historia? Czy jest ich wiele?
Olga, singielka z Warszawy, napisała nam…
Siedem lat temu rozstałam się z partnerem po kilkunastu latach związku. Miałam wtedy 45 lat. Dużo, niedużo… Znajomi mówili mi: „Dziewczyno, zanim się obejrzysz, już będziesz kogoś miała” albo „Taka babka, jak ty, nie będzie długo sama”.
No, i minęło siedem lat, a ja jestem sama. W międzyczasie byłam w relacji, ale trwała zaledwie pół roku. Były dwie przelotne znajomości, ale zakończyły się po 2-3 tygodniach. I tyle w temacie.
I nie myślcie, że nie próbowałam poznać faceta online. A i owszem, ale o tym za chwilę, bo najpierw ważne „ogłoszenie parafialne”: po rozstaniu dobrze pobyć ze sobą samemu/samej. Przepracować to co było, polubić siebie (bo to często nie jest oczywiste), spojrzeć z dystansu na siebie w relacjach, na to, czego chcemy, a na co się nie godzimy etc. I dopiero wtedy zacząć się rozglądać i myśleć o nowym związku. I jak widać na moim przykładzie, to może potrwać…
Dajmy sobie czas, mówi singielka z Warszawy
Istotą zbudowania dobrej relacji jest poznanie samego siebie. Czasem brak nam odwagi, świadomości jak to ważne, częściej brak nam po prostu czasu. No chyba, że nieoczekiwanie dla nas rozstanie – tak jak w przypadku Olgi – otworzy przestrzeń do pobycia z samym sobą. I fajnie, jeśli jest to na chwilę. Fajnie, jeśli umiemy ten czas wykorzystać. A jak nie umiemy to przynajmniej chcemy się nauczyć.
Singielka z Warszawy, jak Olga, zazwyczaj znajduje dla siebie zajęcia, nie zawisa w próżni. Otoczona przyjaciółmi nie czuje samotności, ma czas się poznać, zrozumieć swoje oczekiwania i poszukać najlepszej drogi do ich zaspokojenia. Przepracowuje to czego doświadczyła, wyciąga wniosku, może nawet układa się wewnętrznie na nowo. Kto powiedział, że całe życie mamy być tacy sami. Doświadczając w życiu różnych sytuacji stajemy się inni, silniejsi, dojrzalsi, często bardziej świadomi tego czego nie chcemy już powielać w kolejnej relacji. Ale czytajmy dalej…
Wracając do portali randkowych – PORAŻKA. Tyle byłoby do powiedzenia, gdybym miała je podsumować jednym słowem. Chociaż znam kilka par, których znajomość zaczęła się w sieci i trwa już jakiś czas, nawet kilkanaście lat. Ale to pojedyncze przypadki.
Mi się nie udało – ani poznać kogoś wartościowego, ani w ogóle zebrać dobrych doświadczeń. I oto nadal jestem sama, ale nie samotna I myślę sobie, że chciałabym w REALU spotkać faceta, z którym złapię kontakt wzrokowy, wymienię uśmiechy, usłyszę głos. I od razu będę miała okazję, by różnymi zmysłami „poczuć” go. A nie zobaczyć online zdjęcie z sesji foto, albo sprzed 15 kg i przeczytać przemyślaną dowcipną odpowiedź (napisaną przez AI).
Więc skoro ludzie nie są dziś bardzo otwarci i poznanie kogoś w różnych sytuacjach towarzyskich na żywo nie jest łatwe, może speed dating jest rozwiązaniem trafionym na dzisiejsze czasy? Ktoś, kto siada po drugiej stronie „randkowego” stołu przyszedł, żeby kogoś poznać. To już pierwsza dobra informacja. Widzisz go/ją, słyszysz, odbierasz mowę ciała na żywo – i wiesz po chwili, czy jest to coś, czy nie. To też atut.
Pozostaje mieć nadzieję, że osoby, które chcą kogoś poznać, wyjdą „z ukrycia”, opuszczą swoje strefy komfortu i przyjdą na speed dating.
Do zobaczenia w realu, mój przyszły partnerze.
Olga, dziękujemy Ci za Twoją historię. Trafnie w niej ujęłaś to o czym my też wiemy – mowa ciała, gesty, pierwszy uśmiech to jest to czego na speed dating się nie ukrywa za zdjęciem profilowym. A przecież w głębi duszy wielu z nas nadal wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia, czyż nie? I nie ustaje w poszukiwaniu, rożnymi sposobami. Do zobaczenia!

