„Materialiści” – recenzja

Plakat promujący film 'Materialiści'. Na górze widnieje napis 'u Amora prezentuje'. Poniżej znajduje się grafika stylizowana na taśmę filmową, przedstawiająca trzy sceny z filmu: kobieta uśmiecha się podczas kolacji w restauracji, para tańczy na eleganckim przyjęciu, a mężczyzna i kobieta rozmawiają, siedząc na drewnianej ławie przed stodołą. Na dole widnieje tytuł filmu 'Materialiści'

Hejka, z tej strony Amor w kinie, czy czujecie że po latach prób przestaliście wierzyć w miłość? Wielu z nas przez to czasem przechodzi. Na tę bolączkę przybywa Celine Song (“Poprzednie Życie”) w swoim nowym filmie “Materialiści”. Romantyczna komedia miała premierę już jakiś czas temu – a więc, jak opadł już kurz, możemy o niej porozmawiać.

Ten film jest o miłości, o tym ile jej jesteśmy w stanie poświęcić i czy jest ona warta tyle co nasza kultura nam sugeruje. 

W filmie śledzimy losy Lucy (w tej roli Dakota Johnson) – „Matchmaker’ki” w firmie randkowej o nazwie Adore. Akcja filmu rozpoczyna się, gdy jedna z jej klientek wychodzi za mąż, a nasza swatka zostaje zaproszona na bogate wesele. W tym weselu uczestniczy również dwóch mężczyzn, brat pana młodego i bogaty finansista Harry (Pedro Pascal) oraz były chłopak Lucy John (Chris Evans), z którym Lucy zerwała z powodu ich trudności finansowych. John z zawodu jest aktorem, ale jak to jest w rzeczywistości wielu aktorów mieszkających w Stanach Zjednoczonych musi dorabiać jako kelner. 

Na uwagę zasługuje obsadzenie trzech głównych ról aktorskich – cała trójka odnajduje się w swoich rolach doskonale. Dakota Johnson ze swoim stylem aktorstwa idealnie pasuje do oddalonej i wręcz kalkulującej Lucy. Wiele z problemów związanych z jej grą, np. sposób wypowiadania dialogów zamieniają się w zalety tej roli. Dużo komplementów można też przekazać w stronę Chrisa Evansa, który rolę chłopaka z sąsiedztwa ma już rozpracowaną do podstaw. Pomimo, że spędza najmniej czasu na ekranie w porównaniu do pozostałej dwójki nadal zachwyca charyzmą. Najlepsze oczywiście zostawiam na koniec, Pedro Pascal, biorąc pod uwagę jego prezencję poza srebrnym ekranem, wręcz sam wykuł sobie te role. W filmie jest mężczyzna, który ma wszystko – pieniądze, charyzmę, pieniądze, inteligencję i oczywiście też pieniądze… Nie ma on jednak jednej rzeczy, a raczej jego ukochana nie ma – uczuć do niego. 

Film stawia więc bardzo trudne pytanie czy lepsze jest życie w komforcie bez miłości czy „na minimalnej”, ale z nią. 

Poza niesamowitą obsadą nowy projekt Celine Song ma również znakomitą reżyserię. Reżyseria to jest przez wielu bardzo niedoceniania sztuka w całym asortymencie dzieła kinowego. W praktyce wiele osób nie umie do końca powiedzieć jaka jest rola reżysera (albo w tym wypadku reżyserki) na planie. W dużym skrócie – reżyseria to głównie prowadzenie aktorów, mówienie im jak mają zagrać poszczególne sceny, aby te miały swój wydźwięk w fabule. Inną pracą reżyserki jest też doglądanie pracy kamery i tak zwanej „ekipy”. I z wielka przyjemnością mogę powiedzieć, że „Materlialiści” dowożą w obydwóch wyżej przedstawionych kryteriach.

W przeciwieństwie do innego filmu o trójkącie miłosnym „Challengers” z zeszłego roku, ten skupia się na stabilnych i długich ujęciach. Kamera często po prostu tam jest, bez większego ruchu pozwalając aktorom grać ze sobą. Nadaje to filmowi bardzo teatralny klimat, tworząc niemal erotyczny nastrój. Idealny na wieczorny seans z lampką wina. 

A teraz oczywiście warto przejść do „dania głównego” co ten film mówi nam o miłości? 

Materialiści podejmują bardzo ciężką, ale jakże realną, debatę pomiędzy tym czy chcemy komfortu, czy bliskości. Z jednej strony nasza bohaterka jest, według własnej oceny jedynie skupiona na komforcie, możliwościach i pieniądzach, aczkolwiek im dłużej trwa film, tym bardziej zdaje sobie sprawę jak złudne i pazerne było to uczucie. Ostatecznie sama musi dokonać wyboru – czy chce skoczyć w nieznane, nie wiedząc jak będzie wyglądać jej każdy następny dzień z Johnem, czy jednak pozostanie w swoim wygodnym, ale pozbawionym emocji życiu z Harrym.

Film używa również ciekawego zabiegu z używaniem dźwięku. W czasie seansu można odnieść wrażenie, że jest on bardzo cichy. To wynika z wykorzystania ciszy jako narzędzia do wzmacniania klimatu. Wiele scen skupia się na przedłużonych momentach, w których dwójka bohaterów patrzy na siebie i myśli. Wydaje się, że każdy kto próbował, aby otoczenie na spotkaniu działało niczym afrodyzjak wie, że bezgłos jest kluczowy do komfortu. Celine Song, wiedząc o tej prawidłowości, zaadoptowała ją do filmu pozwalając na unikatowo intymne przeżycie. To podejście również pozwala na rozwinięcie większej głębi postaci, ponieważ daje nam jako widowni możliwość samodzielnego przypisania motywacji i myśli osobom na ekranie. Co warto zaznaczyć na koniec – taki sposób udźwiękowienia oznacza, że film nadaje się idealnie na romantyczny wieczór.

Dla kogo jest film “Materialiści”? 

Zdaje się, że ten film jest dla osób, które muszą przemyśleć każdy wybór wzdłuż i wszerz, zanim go podejmą, dla ludzi, którzy nie są pewni, czego szukają… ale przede wszystkim dla tych, którzy umieją docenić ambitne i unikatowe kino romantyczne.

Podsumowując, “Materialiści” są dotychczas jednym z najlepszych filmów o miłości tego roku. Był napięty i stresujący, a jednocześnie pełen nadziei i wręcz katartyczny. Podejmuje trudną tematykę tego, ile jesteśmy w stanie poświęcić dla miłości i nie robi tego banalnie. Można wręcz powiedzieć, że ten film chce po prostu cię złapać i potrząsnąć, aby na końcu cię przytulić. Dzieło używa kreatywnych zabiegów do opowiadania swojej historii i wyróżnia się na tle konkurencji. Cieszy nas, że takie filmy z taką obsadą wciąż powstają i jest o nich głośno. Miło byłoby zobaczyć więcej podobnych produkcji w przyszłości.

Biorąc pod uwagę to wszystko naszą oceną tego filmu jest 9/10.

Do obejrzenia!