Gaslighting i jego oblicza, czyli Wasze historie

Kobieta z kawą i przy świecach zapisująca notatki przygotowujące do speed dating, Singielka z Warszawy, jak znaleźć faceta

Bardzo lubimy słuchać Waszego głosu – to tylko pokazuje, że nasz cykl o Waszych historiach powinien być w tym miejscu. Tym razem napisał do nas Marcin, nie nazwał swojej historii. Pokusiliśmy się o nadanie jej pewnego wydźwięku, który w naszym odczuciu jest najbardziej adekwatny – gaslighting, a w zasadzie jedna z jego form.

Czy gaslighting jest jednoznaczny i oczywisty?

Pewnie większość z Was wie skąd pochodzi to określenie i jaki jest jego początek. Nazwa pochodzi od filmu „Gaslight”, w którym mąż manipulował oświetleniem, a następnie zaprzeczał, że coś się zmieniło, aby wprowadzić żonę w błąd i sprawić, że zwątpi we własne postrzeganie, wiarę w swoje zmysły, co było dalej łatwo zgadnąć.

W obecnym życiu, gdy coraz częsciej związki nie bazują na tradycyjnym modelu rodziny, gdyż osoby z różnych względów nie mieszkają ze sobą, gdzie komunikacja bezpośrednia uzupełniana jest komunikacją na odległość, a gasligting może mieć różne oblicza.

Poznajcie historię Marcina, u którego imię Monika nie budzi dobrych skojarzeń…

Ten rozdział mógłby mieć tytuł Monika 2.0, nawet teraz trudno jest przypomnieć mi sobie jej nazwisko. 

Przed nią była Monika 1.0, miała nazwisko mojej przyjaciółki z poprzednich dekad. To już był dobry początek. Została jednak tylko trudnym wspomnieniem, czymś, co nie powinno tak długo trwać. Może pół roku to nie lata, jednak było to na tyle nowe i silne doświadczenie drugiego człowieka, że pewnie zostanie ze mną do końca. Jako fragment historii, który już nie powinien się powtórzyć. Fascynacja, euforia wymieszana z obawami, strachem i niezrozumieniem przesłanek, które w efekcie rozpoczęły proces nieustannych analiz, pytań do siebie, co powodowało że było czasem tak burzliwie, a czasem jednocześnie tak romantycznie? Te dwa skrajne bieguny nieustannie się przeplatały, momentalnie zamieniały miejscami. Ostatecznie zaczęło następować stopniowe wygaszanie uczuć, które niewątpliwie się wcześniej przejawiały z mojej strony. Co było z drugiej już nigdy się nie dowiem, nie będzie mi to ani wyjawione ani objawione. To był tylko sygnał że trzeba przestać dociekać. Potraktować to nowe dotychczas doświadczenie jako pewną naukę. Coś co wytworzyło jakąś skorupę, albo raczej mocniejszy pancerz. Przynajmniej z takim założeniem i z pewnym poczuciem ulgi że mam to już za sobą, że układ nerwowy idzie na zasłużony urlop relacja się zakończyła.

Monika, imię które nie pozostaje obojętne, sprawdzam… Jak daleko „tamto” jest już ode mnie, czy już wystarczająco? Jeszcze jest. Chcę otworzyć kolejną furtkę a tu jeszcze inna  uchylona.

Kiedy wejść w nową relację?

Zatrzymajmy się tutaj na chwilę tutaj. Często zastanawiamy się jaki czas jest niezbędny do tego, aby rozliczyć się z poprzednią relacją i wejść w nowy związek. Jest to oczywiście bardzo indywidualne. Szczególnie, jeśli nasza poprzednia relacja zakończyła się manipulacją, gaslightingiem i utratą pewności siebie.

Często można usłyszeć od psychologów, żeby nie wpadać w objęcia samotności, ponieważ im dłużej pozostajemy singlami, tym trudniej rozpocząć nową relację. W obecnych czasach, gdy według statystyk coraz więcej osób wybiera życie w pojedynkę – rozpoczęcie nowego rozdziału razem zaczyna być aktem odwagi. Na tę odwagę zdobył się też Marcin.

Ale jednak próbuję…
Monika 2.0. Jest pierwszy kontakt, jest dość energicznie, rozwinięte i pełne zdania, zamiast trzyliterówek albo emotek wyrażających jakiś stan, odbiór, ocenę, reakcję. Ewentualnie pytanie, co autor miał na myśli. Czuję jakąś serdeczność po drugiej stronie, otwartość, zrozumienie tego co piszę. Co jedynie algorytmy tej pierwszej formy kontaktu wydają się być jakieś dziwaczne, wiadomości w złej kolejności dochodzą, znikają, potem się nagle pojawiają, brak powiadomień o przychodzącej nowej wiadomości, strasznie to kulawe, irytujące.

Oczywiście dzielę się tym frustrującym działaniem komunikatora, Monika ma te same zastrzeżenia. Postanawiamy przejść na inną formę. Wygląda jakby Meta, która zarządza Facebookiem i jego Datingiem, sama w ten sposób zachęcała do takiej zmiany. „Chcesz lepszego kontaktu skorzystaj zatem z Messengera lub Whatsapp, wszak i to jest nasze” Czy taki jest cel programistów, specjalistów od social mediów, psychologów relacji? Całkiem możliwe, ale nie to jest istotą.

Zaczynamy rozmowy już w innym medium. Nie potrzebujemy wymieniać się telefonami, po prostu sobie piszemy, odkrywamy przed sobą kolejne karty. Piszemy o swoich pasjach, marzeniach. Pojawia się we mnie pragnienie poznania, zobaczenia, przecież już nie ma na co czekać. Kontynuujmy to dalej, w sposób tradycyjny, wyjdźmy z virtualu jako jedynej formy. Ja nie potrzebuję już długich rozmów przez telefon jako przygotowania się do spotkania. Odległość między nami nie jest ogromna. Umawiamy się wreszcie. 
Pod kawiarnią, przy jednym z parków handlowych w Warszawie. Stoliki są na zewnątrz i tam na nią czekam, pojawia się chwilę po mnie. Oboje tuż przed deszczem. 
Witamy się bardzo serdecznie, jak zobaczyłem ten szczery uśmiech na mój widok na jej twarzy, od razu rozchyliłem ramiona. Nie uciekła, nie zrobiła grymasu, czy kroku wstecz, wpadła w nie bez namysłu. Zamawiamy kawę, śmiejemy się, jest dużo swobody. Nie spieszy nam się, bo i tak pogoda nie pozwala nam się nigdzie ruszyć, zaczęła się już ulewa. 
Przy okazji przyglądam się jej rowerowi, czegoś mi tam brakuje. Już teraz nie pamiętam co to było. Ona zostawia mnie, idzie do sklepu sportowego żeby to natychmiast kupić. Nie pozwala mi iść. Sama chce to zrobić, może manifestując, że sama da sobie z tym radę. Wychodzi słońce, ruszamy na pierwszą wspólną przejażdżkę – wzdłuż Wisły, na północ. Monika robi na mnie duże wrażenie. Przejażdżka kończy się tym, że po raz pierwszy odprowadzam ja pod dom. Jeszcze nie wchodzę do środka, o mieszkającym tam kocie wiem póki co z opowieści i zdjęć. 

Wracam do domu i już myślę o następnym spotkaniu, mam pewność że ono niebawem będzie. Chciałbym, aby było jak najszybciej, szukam jakiegoś planu w głowie. Chcę zachęcić, zafascynować, dzielić się energią i się tym cieszyć. Jeszcze tego samego wieczoru Monika proponuje mi żebym pojechał z nią na plenerowe ćwiczenia jogi na plac Hallera, w których uczestniczy co tydzień, zgadzam się oczywiście. Przyjeżdżamy, znów na rowerach. Póki co jestem tylko obserwatorem, i przyglądam się z ławki, jak wyglądają te ćwiczenia. Dla mnie to absolutna nowość, po jej ćwiczeniach jedziemy na obiad. 

Wkrótce przychodzi czas, żeby zobaczyć jak Monika mieszka, zaprasza mnie do siebie, do domu.
Na spotkanie wychodzi piękny, czarny kot, najciekawsze jest to, że nie mogę sobie przypomnieć jak miał na imię. Mieszkanie, w spokojnym i cichym otoczeniu, na drugim piętrze, z ulicy rzuca się w oczy siatka na oknach, jako zabezpieczenie, jakby kotu zachciało się znaleźć po ich drugiej stronie. Wewnątrz pokój z aneksem kuchennym, od razu wita różnorodnością barw, i raczej ciepłą zachętą. Obszerna ściana biblioteczna, zdominowana pozycjami z kręgu psychologii, filozofii i podróży w głąb duszy. Robi wrażenie. Czyli trafiłem do jej miejsca. Widzę przestrzeń pracy, odpoczynku, jest wygodnie. Pomimo że mieszkanie jest wynajmowane, odnosi się wrażenie jakby każdy centymetr był skrojony na potrzeby właścicielki i jej kota. Dużo elementów sztuki, rzeźby, obrazy. To już poznałem, obejrzałem, skomentowałem. 

Przyszedł czas żeby fascynować się sobą? Tak, to się zaczęło. Dotyk, dłonie, ramiona, włosy. Z delikatnością, aż dreszcze przechodzą, pobudzając receptory. Jest czule, jest przyjemnie. Widzę co się dzieje z jej oczami, szerzej się otwierają. 
Marcin, nie wiem co się ze mną dzieje, od kilku dni siebie nie poznaję…
– Ja taka nie jestem, raczej zamknięta, wycofana…
– Podoba mi się to jak na mnie wpływasz…
Pozostaje mi się cieszyć, że pomogłem coś wewnętrznego pokonać, może odwrócić, odblokować. 

Zaczynamy dotykać codzienności, częste spotkania, moje późne powroty, nasze spacery po lesie. Zaczynam towarzyszyć jej rytuałom. Staram się spędzać tyle czasu razem, ile będzie mi dane. 
Wspólne posiłki, wieczory, noce, których się obawiałem. Czy będziemy umieli spać razem? Czy to może być przyjemne? Zaczynamy być dla siebie parą, zaczyna się tęsknota za sobą… mija pierwszy miesiąc. 

Kiedy kończy się pierwsza euforia i wkracza codzienność?

Czy codzienność może być czymś złym, ograniczającym relację? Dlaczego już na starcie się jej obawiamy? Wydaje się, że powinna być ugruntowaniem relacji, po okresie poznawania, przynosić wyciszenie, wyhamowanie emocji w dobrym tego słowa znaczeniu. A jednak… zaczynają się pojawiać pierwsze sygnały niepokoju, może gaslightingu…

Zaczynają się sytuacje których wcześniej nie było, spacer w milczeniu, z miną jakby w głowie był jakiś ból, trudna myśl… 
Mówię, ale nie wiem do kogo, czy ktoś to słyszy? Zadaję pytanie, ale ktoś tylko ciałem jest obok. Nawet nie patrzy w moją stronę…
Monika, czemu nic nie mówisz?
– Bo nie mam nic do powiedzenia?
Dobrze, rozumiem.
Choć tak naprawdę nie do końca, bo to duża zmiana, te sytuacje zaczynają się  powtarzać częściej. 

Rozmowy są coraz trudniejsze, coraz mniej w nich dialogu, życzliwości, spokoju czy zrozumienia. Zaczynam odnosić wrażenie, że rozmawiam przez ścianę. 
Z drugiej strony również monolog… a przy mojej próbie włączenia się do rozmowy, wściekłość, że przerywam…. wtrącam się….

To było jednak dla mnie duże zaskoczenie, jak mamy rozmawiać, kiedy mam bez słowa, słuchać kilka minut czegoś obfitego w treści, ale bez prawa odniesienia się? Ja tak nie potrafię, jeszcze reprymendy: 
– Nie przerywaj mi, kiedy coś mówię!

Nasze spotkania były coraz większym zderzeniem mojej tęsknoty, radości z wizji robienia czegoś razem, ze smutnym powrotem do domu z poczuciem beznadziei, bezsensowności, czy nawet tego, że jestem „persona non grata”. Relacja jednak trwała, mimo, że osłabiała moją pewność siebie i postrzegania tej sytuacji.
W końcu jednak… idziemy na wystawę do Muzeum Narodowego, spotykamy się na lodach w ulubionej lodziarni, jedziemy rowerami w plener. To są miłe akcenty, chwile, momenty.

Początek końca?

Czy rozpoznajemy kiedy zaczyna się koniec relacji? Czy jesteśmy w stanie wyłapać te pierwsze sygnały?

A może wcale nie chcemy ich wychwycić, dostrzec – czy to pod wpływem naszej ufności wobec drugiej osoby czy braku odwagi do przyznania się do porażki. Nieistotne, ważne jest to, że często potrzebujemy skumulowania sygnałów, żeby je do siebie dopuścić, uświadomić sobie swoją aktualną pozycję w relacji i czy mamy do czynienia z elementami gaslightingu…

Nasz związek trwa, jednak całość daje mi więcej niepokoju niż nadziei i radości. Coraz więcej przemyśleń, czy to ma sens, czy to początek końca?
Może trzeba już to zostawić? Zaczynam sobie uświadamiać, że to się nie uda.

Idziemy wspólnie na piękny koncert muzyki barokowej, moja fascynacja przeogromna, ukradkiem zerkam na Monikę i rozmyślam co dalej z nami będzie?
Po koncercie odwożę ją do domu, wracam do siebie, jednak głowę mam coraz bardziej przepełniona tym, żeby muszę zrobić mały eksperyment, sprawdzić czy jej na nas zależy. 

Przestaję się odzywać, mijają dni, żadnych wiadomości, kompletnie bez kontaktu. Po tygodniu wydaje mi się, że mam gotowy schemat, nie jestem jej do niczego potrzebny, nie było mnie i nie będzie mnie. Zaczynam się z tym oswajać obudowany wspomnieniami, przychodzi przygnębienie i czas na analizę.

Gdzie się podziała ta wzajemna fascynacja? Nic takiego się nie stało… 
Dlaczego się nie odszywasz do mnie? Żyjesz?
Aha, to tylko ja mam monopol na pierwszy ruch, ona nie musi? Cholerne schematy…


Po miesiącu nie wytrzymuję wysyłam wiadomości, propozycję rozmowy, spotkania, omówienia sytuacji. 
Czy jestem zdziwiony kiedy okazuje się że nie będzie żadnej rozmowy, spotkania? Pada tylko pytanie o adres, gdzie wysłać moje rzeczy. Absolutna niechęć i zimna, nieprzyjemna reakcja. 

Kiedy pytam Moniki czy jest ktoś w jej życiu? Czy poznała kogoś? 
Odpowiada następnym ciosem:
Obrzydziłeś mi mężczyzn kompletnie i jeszcze takie pytania? 
Nie mam już złudzeń, zostały zgliszcza…
Kilka dni później dostaję info o paczce w paczkomacie. Za jakiś czas widzę na Fb wzmiankę że wróciła do swojego rodzinnego Krakowa.

Ta historia nie potrzebuje innego komentarza, niż to, że niepowodzenia nas kształtują. Czasem jedno nie wystarczy, może dwa… Tak czy inaczej pojęcie gaslightingu i jego różne formy zaczynają coraz częściej pojawiać się jako temat w przestrzeni publicznej.