
Miesięcznik Zwierciadło po raz kolejny dotyka tematu, który od zawsze krąży w głowach wielu osób – z tą różnicą… która nas zadziwia ostatnio, że zjawisko to dostało swoje określenie, nazwę – shrekking. Oczywiście skojarzenie od razu kieruje nas do znanej kreskówki, w której uroda czy też jej brak – stanowi kluczowy wątek perypetii ogra i tworzy osnowę filmu.
Uroda – czasem dar, czasem przekleństwo. Niezależnie od postrzegania osobistego jest istotnym elementem praktycznie każdej relacji romantycznej. Od tego się zaczyna – nasze pierwsze zauroczenie, strzała Amora, przyciągnięcie wzroku… to wygląd zewnętrzny drugiej osoby. Naturalnie nasuwa się myśl, że piękno zewnętrzne, uroda zagwarantuje nam zauroczenie drugiej strony i stanie się podwaliną długiej relacji. Brzmi jak w filmie o księżniczkach i rycerzach, które najczęściej kończą się znamiennym “I żyli długo i szczęśliwie”, choć wiadomo, że nikt nigdy tego nie sprawdził. A jednak tu pojawia się nowa pułapka w randkowaniu, przed którą ostrzegają eksperci od randkowania.
Shrekking – nazwa nowa, a zjawisko znane od zawsze.
Oczywiście mamy do czynienia z pewnego rodzaju strategią osoby obdarzonej urodą, która ma zagwarantować jej oczekiwany sukces, powodzenie w tworzeniu relacji. Wydaje się, że jest to dla tej osoby darem, o ile jej intencje są szczere.
Uroda jako karta przetargowa
Uroda jako karta przetargowa – to z gruntu rzeczy nie może skończyć się dobrze. Skoro karta przetargowa to znaczy, że coś rozgrywamy, nie jesteśmy szczerzy i pozycjonujemy się od razu w relacji jako lepsi, jako ci co rozdają karty. Postawienie się w lepszej pozycji daje poczucie sprawowania kontroli. Oczekiwanie wdzięczności, większe zaangażowanie drugiej strony w zamian wydaje się być naturalną konsekwencją takiej strategii. Niestety nic bardziej mylnego i rozczarowane jest tylko kwestią czasu.
Czy można zbudować prawdziwą więź, jeśli uroda jest motywem przewodnim?
Jak z każdą strategią – wymaga ona skupienia, czasu, przemyślanych działań, konsekwencji i jak z każdą strategią jej założeniom muszą towarzyszyć adekwatne reakcje drugiej strony. Niestety druga strona, oczywiście nie zna tej strategii – każdym razie nie od razu, ani nawet jest głównych założeń. Brzmi jak katastrofa… i niestety zazwyczaj nią się staje.
Postawmy się na chwilę z drugiej strony. Jeśli traktujemy siebie jako trofeum to znaczy, że oczekujemy, że druga strona sobie na tę nagrodę zasłuży. A jak? Oczywiście w pierwszej kolejności spełniając nasze oczekiwania. To przepis na toksyczną relację, która nie przetrwa próby czasu, co więcej sami – świadomie lub nie, zapraszamy się do tej relacji i skazujemy na niepowodzenie.
A co na to eksperci?
Pozwolimy sobie zacytować fragment artykułu ze Zwierciadła, przywołujący słowa Emmy Hathorn, specjalistki z portalu Seeking.com:
“Jeśli ktoś źle cię traktuje, powinien być dla ciebie nieatrakcyjny – niezależnie od tego, co widzisz w lustrze”.
Niezależnie jak i ile razy parafrazujemy ten cytat to eksperci pozostają zgodni – kluczem do udanych relacji nie jest uroda partnera, jeśli nie jesteśmy w stanie ocenić jego charakteru, systemu wartości, inteligencji emocjonalnej. A do tego jest potrzebna rozmowa, chęć poznawania, umiejętność odczytywania i rozumienia potrzeb. Brzmi jak dobry plan… a zatem, poznawajmy się, nie tylko koncentrując na zewnętrzności. W ten sposób szybciej odczytamy intencje drugiej strony, jeśli to manipulacja lub poznamy wnętrze naszego wybranka, wybranki, które dopełnią ich obrazu jako całości, jeśli jest to szczera relacja.
Zwierciadło

