
W życiu tylko trzy rzeczy są pewnie – śmierć, podatki i stres przed pierwszą randką… Być może gdy byliście postawieni przed tym trzecim naszła was pewna refleksja – co ta druga osoba myśli?
Hejka, z tej strony Amor w kinie… dziś przychodzę do was z filmem będącym odpowiedzią na tą właśnie zagwozdkę. „Follemente. W tym szaleństwie jest metoda” to nowy film Paolo Genovese, włoskiego reżysera mającego wątpliwy zaszczyt bycia również reżyserem najczęściej adaptowanego filmu w historii. Jego film „Perfetti sconosciuti” w polskim tłumaczeniu „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” został opowiedziany z innymi aktorami i przez innych artystów ponad 20 razy, w tym po polsku w filmie „(Nie)znajomi” z 2019. Czy jego nowa produkcja przebije ten rekord? Czas pokaże.
„Follemente. W tym szaleństwie jest metoda” opowiada bardzo prostą historię pierwszej randki, aczkolwiek opowiada ją w unikatowy sposób… pokazując nam wszystkie myśli postaci biorących w niej udział. Do tego przedsięwzięcia autor używa małego pokoju, w którym jest grupa aktorów i aktorek oglądających tę właśnie randkę niczym mecz bądź film. W swojej istocie wypada to bardzo podobnie do znanego i lubianego filmu „W głowie się nie mieści” produkcji Pixar z tą różnicą, że postaci w środku nie reprezentują pojedynczych emocji, a bardziej elementy osobowości naszych postaci. Ta metoda opowiadania historii pozwala na wgłębienie się w psychikę postaci, co w efekcie działa jako wytrych na dodanie im głębi.
Dwie główne role w filmie to Piero grany przez Edoardo Leo i Lara grana przez Pilar Fogliati. Piero to nauczyciel w szkole podstawowej, który dopiero co rozstał się ze swoją partnerką. Z ową „byłą” ma również córkę i dzieli z nią obowiązki rodzicielskie. Lara z kolei dopiero co skończyła relacje z żonatym mężczyzną i jest wciąż pod wpływem traumy tamtej relacji. Myślę, że różnorodność w przeszłych przeżyciach naszej dwójki bohaterów doprowadza do bardzo ciekawych interakcji, jednak z pewną granicą… Obydwie postaci nie są wybitnie wyjątkowe, biorąc pod uwagę ich charakter. Dlatego wydaje się, że dobrym wyborem byłoby dodanie im pewnych „dziwactw”, które w efekcie byłyby ciekawsze dla nas, widzów.
Na szczęście jednak to czego brakuje w charakterze zostaje nadrobione grą aktorską. Myślę, że każda z postaci zarówno tych w głowie jak i poza nią wypada świetnie na swój sposób. Zarówno praca aktorów jak i praca reżysera łącznie daje pewien magnetyzm, który przyciąga do ekranu. Nawet jeśli pewne elementy tego filmu nie działają (o czym zaraz) ciężko jest powiedzieć, że nie ogląda się go z przyjemnością. Komentarze aktorów w głowach razem z rzeczywistą sytuacją świetnie się przeplatają i nigdy nie dają wrażenia obciążających. W skrócie: forma nigdy nie przerasta treści.
Jednak jedna rzecz, która mnie lekko gryzła w czasie seansu, to jak absurdalna stała się fabuła. Podczas gdy rozumiem, że zadaniem filmu z reguły jest opowiedzenie historii i razem z tym pomijanie „nudnych momentów” – jak i osobiście nie jestem zdania, że film powinien być realistyczny, aby był dobry – ta fabuła lekko mnie przerosła. Mam wrażenie, że jeśli mielibyśmy wyciąć wszystkie sceny dziejące się w głowach naszych bohaterów, zostałaby nam nawet nie komedia pomyłek, a po prostu ich montaż. Piero i Lara nie dostają za dużo czasu aby zrobić to co się z reguły robi na pierwszych randkach… czyli porozmawiać. Film jest wypełniony taką ilością sytuacji nie będących rozmową, że aż można zadać sobie pytanie czy twórca czuje się komfortowo takowe dzieła tworząc?
A co film o randce faktycznie o mówi o randkach?
Reżyser Paolo Genovese ma też coś do powiedzenia na temat tego, jak ludzie powinni zachowywać się na randkach. Jeśli mielibyśmy wyciągnąć jakąś lekcje z tego co prezentuje nam film myślę, że byłoby to aby słuchać siebie nawzajem. Najbardziej widoczne jest to w scenie oglądania meczu. W pewnym momencie randki Lara zdaje sobie sprawę, że Piero jest lekko nieobecny. Po zapytaniu go o to dowiaduje się, że ten myślami jest przy właśnie odbywającym się meczu. Nasza bohaterka, pomimo swojego niezadowolenia postanawia zobaczyć co tak wkręca jej partnera wieczoru. Ten motyw wybrzmiałby lepiej gdyby mimo wszystko na końcu również wykazała większe zainteresowanie tematem, gdyż pokazałoby to, że ludzie nawzajem mogą się wzbogacić kulturowo… aczkolwiek nadal był to miły fragment.
Dla kogo jest ten film?
Moim Amorowym zdaniem ten film jest dla tych co lubią ludzi. Jeśli ciekawi Cię co inni mają w głowie, dlaczego mogą się zachowywać w dany sposób albo jak historia ich życia doprowadziła ich do podjęcia pewnych wyborów to seans zapewni Ci zarówno przemyślenia jak i radość.
To jest też film dla ludzi, którzy się boją – szczególnie dla tych, którzy mogli już raz być sparzeni w relacjach. Jeśli zdarzyło ci się kiedyś powiedzieć „człowiek jest najstraszniejszym zwierzęciem” ten film potwierdzi, że masz rację, ale pokaże Ci też, że człowiek jest zwierzęciem które stworzyło sztukę, organizacje charytatywne i dachy nad głowami.
Ostatecznie „Follemente. W tym szaleństwie jest metoda” to nie jest film który zmiótł mnie z nóg, wręcz przeciwnie był to bardzo spokojny i powolny seans. Myślę jednak, że pomimo tego, że mnie nie zaskoczył to też nigdy nie obraził. Jest to bardzo kompetentny i dobrze skonstruowany film, który jednak powinien jak przedstawione postaci umawiając się na pierwszą randkę również podjąć się pewnego ryzyka. Wydaje się, że jego kreatywny zamysł pozwoliłby na ciekawą historie, na pewno ciekawszą niż ta, którą dał nam scenarzysta i reżyser. Niestety, aby odpowiedzieć na pytanie postawione na początku recenzji – nie wydaje mi się aby ten film był na tyle ikoniczny, aby przebić rekord najczęściej adaptowanej produkcji filmowej tego reżysera.
Kończąc te przemyślenia mogę powiedzieć z dozą pewności, że ten film zasługuje na 7/10 punktów i mimo wszystko zachęcić Was do jego obejrzenia.

